RSS
poniedziałek, 15 marca 2010
Nie jestem obsesyjny, ale...

Rodzicielstwo i imprezowanie to trudne combo. Ale ciągnie wilka do lasu, więc stwierdziliśmy, że urodziny Ani to znakomity pretekst, żeby zobaczyć, jak bawi się Wrocław... Tym razem zapuściliśmy się w rejony Św. Mikołaja do Obsesji. Nie jestem obsesyjnym wielbicielem tego klubu i mam ku temu powody - knajpa OK, muza też, ale te wiecznie naburmuszone kelnerki... Jeeez! Na szczęście to ludzie tworzą klimaty, zresztą co ja bedę opowiadał, to trzeba zobaczyć

 

 

No i perspektywa rozwoju wieczoru była mocno zachęcająca:)

 

To, co lubię w Obsesji to fakt, że średnia wieku przechyla się lekko powyżej 20-tki, bo wstępu i dowodów pilnuje selekcjoner. Pozdro, Cerberze:) Zabawa była przednia, niewymuszona i nieobsesyjna, a to lubię.

Wkrótce pokuszę się o mini ranking imprezowy, ale na razie przyznaję Obsesji *** na pięć możliwych.

10:31, szlakhanby
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 lutego 2010
Pępkowa Lemoniada

Ostatni weekend był wyjątkowy, a noc przed Walentynkami... szczególna, bo oblewaliśmy pępkowe mojego syna, który urodził się trzy dni wcześniej.

Postanowiliśmy z tej radości pójść na bal maskowy do Il Gusto. Błąd! Pół Wrocławia na to wpadło i nie było szans na wejście. Zarządzilem odwrót.

Panowie, maski w dłoń, nie chcieli nas w Il Gusto, zechcą gdzie indziej!

Pokręciliśmy się tu i tam, wreszcie zawróciliśmy do Lemoniady, gdzie muzyka i atmosfera były zdecydowanie lepsze. Lemoniadę lubię za klimatyczną  i dobrze zapodaną muzę (według jakiegoś babskiego pisemka Lemoniada to klubowa wizytówka Wrocławia, no - ja bym się pohamował z entuzjazmem - w końcu jest to ponad 200 knajp, ale wszechmocna reklama...) i świetnie  zorganizowane bary. No i za ten luźny klimacik.Ludzie po prostu dobrze się bawią. Co zresztą widać...

 

Po odpowiedniej porcji... lemoniady postanowiliśmy wpaść do H2O o zacnej porze , bo około trzeciej, no - ale tam na widok aparatu wyłączają muzykę i zapalają wszystkie światła…Szkoda, bo na dancefloorach dużo się działo.

Ale, nie odstraszyło to nas, pochowalismy aparaty i nawadnialiśmy się do rana.

Kiedy jako szczęśliwy ojciec wracałem po siódmej do domu, po szynach zgrzytały tramwaje a pierwsi emeryci szli na mszę.

11:55, szlakhanby
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2010
Wrocławski Szlak „Hańby”…

Czemu tak nazwałem swojego bloga? Bo kiedyś wyczytałem w wywiadzie z Wojtkiem Dąbrowskim, aktorem wrocławskim, właśnie takie zdanie:
„Nie ma takiego miasta w Polsce! Szczególnie jeśli chodzi o życie nocne. Wrocław tętni życiem do rana. Wtedy się chodzi od lokalu do lokalu. W teatrze mówimy, że wędruje się "szlakiem hańby".

A ja uwielbiam wrocławskie knajpy i ludzi w nich. I ten szlak hańby bardzo mi pasuje.

No bo pomyśl, wychodzisz z domu spionizowany a wracasz (czasem) horyzontalny a po drodze zwiedziłeś ćwierć Rynku i trochę Ruskiej. Ale zanim zaliczysz kostkę brukową, się dzieje!

Bo knajpy to połowa sukcesu, druga to ludzie. A nikt nie bawi się tak jak ludzie we Wrocku.

Zresztą, zobacz- wrzucam tu fotki ludzi i miejsc. To jakby tworzyć jedyny w swoim rodzaju przewodnik po mieście, bo przewodnik po dobrej imprezie.

23:57, szlakhanby
Link Dodaj komentarz »